Miałam już pisać o tym w niedzielę, zaraz jak się dowiedziałam, ale nie miałam pojęcia jak to ugryźć, bo przez głowę przelała się fala emocji, nad którą nie dało się panować.
Tak, wstęp brzmi odrobinę dramatycznie, wiem, ale nie ma się o co bać, bo emocje były bardzo pozytywne a rzecz tyczy się książki.
Otóż w maju, wydawnictwo Toužimský a Moravec ukaże się książka Liny Heydrich (żony Reinharda jakby ktoś nie wiedział), która do tej pory miała jedno jedyne wydanie po niemiecku w roku 1976 bodajże i obecnie jej kupno graniczy z cudem, bo jeśli nawet pojawi się na horyzoncie, to cena dochodzi do 400 euro (sic!).
Na szczęście Czesi wraz z rodziną Heydrichów wzięli się do roboty i tak za niecały miesiąc na półkach czeskich księgarni wyląduje "Můj život s Reinhardem"
o tyle szczęśliwie się składa, że oprócz standardowej treści wspomnień Liny (które w dosyć dużym stopniu są mi znane) dołączone zostanie około 100 niepublikowanych rodzinnych fotografii, a książkę otworzy przedmowa Heidera Heydricha (syna Reinharda).
I tak, cieszę się, że będę ją mieć i, że taka inicjatywa w ogóle od strony czeskiej wyszła. Co prawda słowom Liny nie zawsze należy wierzyć, bowiem próbowała wyczyścić się z zarzutów i jednocześnie wyczyścić zarzutów męża, żeby tylko otrzymywać po nim rentę (sic! wdowa po Stauffenbergu nie dostała nic, co najmniej przerażające), chodzi mi tu głównie o treści związane z pracą Reinharda, Lina twierdziła, że nic nie wiedziała, jednak sama nieraz wydawała się, o tym, że jednak miała pojęcie co mąż robił. Tak więc sprawy "profesjonalne" (chociaż trudno nazwać morderstwo milionów ludzi z zimną krwią profesją) zostawmy na bok, za to jeśli chodzi o opisy stosunków rodzinnych, wychowywania dzieci itp. można jej wierzyć, ale sądzę, że wszystko to, co tu opisałam zostanie ujęte we wstępie, tak jak to miało miejsce w niemieckiej edycji tej książki. Zresztą do tej pory większość historyków pisze: oo nie będę brał pod uwagi wspomnień Liny Heydrich, a potem człowiek patrzy w bibliografię i: Lina Heydrich w ilościach przemysłowych, ale to zupełnie inny temat i kiedyś zapewne też się go podejmę i opiszę szerzej, nie tylko na przykładzie książek o Heydrichu, chociaż na nich widać to nadto jaskrawo.
Btw. okładka jest świetna i liczę, że te 100 zdjęć rodzinnych będzie na tym poziomie (składam zamówienie o dużo zdjęć z dziećmi). Byle do maja.
-
Nemedy:
-
Dextella:
-
Caramello:
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›